niedziela, 15 lipca 2018

Światło - Jay Asher



Tytuł: Światło

Autor: Jay Asher

Liczba stron: 276

Cena: 26 zł


Jako że jestem romantyczką gdzieś tam w głębi serca, to musiałam sięgnąć po pozycję od Jay Asher pod tytułem "Światło".

Sierra prowadzi podwójne życie, którego bieg wyznaczają święta Bożego Narodzenia. Jedno to życie w Oregonie, przy plantacji drzewek choinkowych, którą od wielu lat prowadzi jej rodzina. Drugie to życie świąteczne, kiedy przychodzi czas ich sprzedaży i wszyscy przenoszą się na miesiąc do Kalifornii. W tym roku nie będą one takie jak zawsze, a dotąd wybredna dziewczyna zakocha się w pewnym chłopaku. Jednak, czy związek na odległość jest możliwy? Czy Sierra zdecyduje się na tą znajomość? 

Calebowi daleko do idealnego chłopaka. Kiedyś popełnił błąd, którego cenę wciąż płaci. Tylko Sierra odważy się dać mu szansę, której całe miasteczko go pozbawiło.


Podczas czytania tejże pozycji czułam się jakby wciąż trwały święta. Brakowało tylko ciepłego wełnianego kocyka oraz kubka z gorącą czekoladą i laską mięty. Siedząc na zewnątrz niemalże czułam zapach choinek rozchodzący się wokół mnie. Oczami wyobraźni widziałam te magiczne plantacje, gdzie w zielonym labiryncie przechadzali się ludzie w poszukiwaniu wymarzonego drzewka. 

Oprócz zachwycania się klimatem, w którym została utrzymana książka, bardzo często zostawałam przez nią rozśmieszana. Główna bohaterka i jej przyjaciółki potrafiły wywołać u mnie dość energiczne reakcje. 


Gdybym opisała ci, jak bardzo jest nudny, to moje słowa opisujące tę nudę byłyby mniej nudne niż on sam.
Jeden z cytatów, który po prostu mnie rozwalił. 

Bardzo polubiłam postać Caleba, który pomimo tego, że jest postawnym mężczyzną zachowuje się tak łagodnie i niepewnie, do tego ten dołeczek...

Jednak książka nie ma samych plusów. Owszem jest dobrze poprowadzona, miło się ją czyta, ale czasem miałam wrażenie, jakby zdania były napisane zbytnio machinalnie. Kiedy przez nie brnęłam czułam się jakbym odczytywała przepis na ciasto. 


Morele pokroić na ćwiartki, usunąć pestki. Miękkie masło ubić na puszysto, następnie dodawać stopniowo żółtka i cukier puder cały czas dokładnie i długo ubijając.
Jak widzicie tekst napisany kompletnie bez emocji (ciężko, aby przepis był z emocjami), dlatego ubolewam, że czasami spotykałam się z takimi zdaniami w lekturze.



Pieska ocena: 6/10



czwartek, 12 lipca 2018

Friendzone - Sandra Nowaczyk



Tytuł: Friendzone

Autor: Sandra Nowaczyk

Liczba stron:

Cena: 25 zł


Przyznam, że jest to książka dosyć nietuzinkowa. 

Tatum i Griffin przyjaźnili się od kołyski. Byli dla siebie jak brat i siostra. Obietnica złożona w latach dzieciństwa jasno określała, że tak miało już zostać. Jednak ta jedna chwila w ich życiu zmieniła wszystko. Teraz oboje są pełni sprzecznych emocji. W ich codzienność wkradło się coś nowego, czy jest to miłość? Oboje mają partnerów i oboje starają się jak najbardziej zaprzeczyć temu, co krzyczą ich serca. Co zaserwuje im los?

Typowa lektura ze znanym nam początkiem i końcem, jednak czy w środku akcji coś zaskakuje? Szczerze wam powiem, iż w pierwszych rozdziałach jedna podana informacja mnie zmyliła. Myślałam, że miłość wykwitnie nam pomiędzy głównymi bohaterami do pewnego dnia, który nieubłaganie się zbliżał. Jednak nie...

Na początku miałam ten sam problem, co z pozycją pod tytułem "Światło" Jay Asher - mechanicznie napisane zdania. W pierwszych, nie wiem, może sześciu rozdziałam nie mogłam się w czuć. Autorka informowała nas o wielu szczegółach, zbyt wielu, takich jak to, że Tatum zamknęła drzwi, ubrała białe trampki, lub zjadła jabłko. Oczywiście to nie jest złe, ale z umiarem. Nie można pisać w ten sposób cały czas. Na szczęście potem, albo ja przestałam na to zwracać uwagę, bo tak mnie wciągnęła opowieść, albo sytuacja uległa poprawie. 

I jak powiedziałam historia mnie wciągnęła. Jest ona czymś, co możecie chwycić w wolnym czasie i się odprężyć. Napisana przyjemnie, ( inaczej nie przeczytałabym jej w jeden dzień ) staje się dla czytelnika ucieczką od trawiących problemów, codzienności. Chwytając za nią można sobie przypomnieć, jak to było za czasów młodości. Może sami mieliście takiego przyjaciela/przyjaciółkę? 

Plusem tejże książki jest podział rozdziałów na perspektywę Tatum oraz Griffina. Dzięki temu możemy się zagłębić w psychikę postaci i poznać problem od dwóch stron. Przyznam, że miałam takiego nerwa na chłopaka... Pod koniec książki tylko kręciłam głową i wzdychałam z frustracją, a w głowie kotłowały mi się myśli: "Ty idioto!". Mężczyźni na prawdę bardzo często nie łapią co chcemy im przekazać, chociaż nasze "sygnały" o tym krzyczą. Jednak postać Griffina trochę za mało o tym rozmyślała, wydawało mi się, jakby był on w jakiejś śpiączce i nie docierało do niego to, co się dzieje. Sama nie wiem, czy uważać to za minus, ale... szło się na niego wnerwić za to.

Natomiast postać Tatum wykreowana była bardzo przyjemnie. Spotkałam się z opiniami, że reagowała zbytnio emocjonalnie, ale spójrzmy prawdzie w oczy, wiele nastolatek tak się zachowuje. Wiem to po sobie. Więc nie zarzucę autorce w tej sprawie niczego złego. Ukazała po prostu zachowanie wielu z dziewczyn, nawet dorosłych.

Oczywiście, jak to mi, brakowało tylko zbliżenia pomiędzy nimi 😁. Jednak zauważyłam, iż wiele autorek nie umie tego porządnie napisać. W jednej książce dowiedziałam się, że bohaterowie to zrobili, kiedy było po wszystkim. Jeszcze przez następne minuty kartkowałam, żeby znaleźć ten moment, który się przed chwilą skończył, ale nic nie znalazłam. Po prostu zaczęli się całować na łóżku i jak za dotykiem magicznej różdżki niespełna minute później byli po. Magia.

Wracając jeszcze na chwilę do naszej obecnej pozycji. Uważam ją za ciekawe i miłe doznanie, jeśli interesuje was literatura młodzieżowa, miłość, to śmiało sięgajcie po tą książkę. Będzie ona czymś, co zapadnie wam w pamięć, a wydarzenia będziecie odczuwać razem z głównymi bohaterami.


Coś dziwnego dzieje się z moim sercem. 



Pieska ocena: 7/10


piątek, 6 lipca 2018

Ostatnia piosenka - Nicholas Sparks




Tytuł: Ostatnia piosenka

Autor: Nicholas Sparks

Liczba stron: 448

Cena: 25 zł







Nie wyobrażacie sobie ile stron internetowych odwiedziłam, żeby dostać konkretnie to wydanie w swoje łapki! Oczywiście musiałam sobie ubzdurać, że muszę mieć dokładnie tą okładkę. Jest piękna, poruszająca i właśnie ona zawładnęła moim serduszkiem. Inne jej wydania nie budziły we mnie podobnych emocji.

Skąd chęć do przeczytania spytacie? Ano, dobre parę lat temu obejrzałam owy film i zachwyciłam się. Były to czasy, kiedy moją ulubioną piosenkarką była Miley Cyrus, oglądałam wszystko w czym się tylko pojawiła. Ekranizacja książki okazała się dla mnie czymś niesamowitym i ogromnie żałuję, iż tak długo czekałam z przeczytaniem lektury.
Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina...
 Pozycja pod tytułem "Ostatnia piosenka"  Nicholasa Sparksa, tak samo jak ekranizacja skradła moje serduszko. Chyba nie muszę mówić, że autor ma niesamowity talent do pisania. Każda jego książka - przeczytałam aż 3, wiem ogrom - wzbudza w czytelniku całą paletę emocji. Są momenty płaczu, uśmiechu, dosłownie przeżywacie wszystko razem z głownym bohaterem.

Zbuntowana nastolatka, Ronnie, zostaje zmuszona do spędzenia wakacji w domu ojca, w odludnym nadmorskim miasteczku w Karolinie Północnej. To dla niej ciężka próba: nadal czuje żal do ojca po tym jak trzy lata wcześniej opuścił rodzinę.

Ciekawy pomysł, wykonanie jeszcze lepsze. Całą opowieść czytało się bardzo przyjemnie. Kiedy wzięłam ją do rąk i przeczytałam pierwsze zdanie miałam wrażenie, że dalej niesie mnie nieznany prąd. Bez oporu płynęłam z nim poznając zbuntowaną Ronnie z purpurowymi pasemkami we włosach, która szczerze nienawidziła ojca za to, co zrobił. Byłam świadkiem jej wybuchów, słuchałam dlaczego jest taka, a nie inna. Szczerze, mogę niej znależć, w pewnym sensie, odbicie siebie: też lubię chodzić ubrana na czarno, moi rodzice się rozstali i tak samo jak ona kocham zwierzęta oraz pomogłabym każdemu z nich.

Zostały tu poruszone aspekty takie jak: utrata kogoś bliskiego, żal za popełnione czyny, wakacyjna miłość, problemy dorastania, a nawet szaleństwo. Wszystkie podzielone w tak idelny sposób, iż żadnego z nich nie jest ani za mało, ani za dużo.

Postaci również zostały doskonale wykreowane. Jestem w stanie zobaczyć jak Ronnie zmieniła się podczas pobytu u ojca. Powoli każdego następnego dnia coś w niej pękało, aby wreszcie dokonać pełnej przemiany. Pyskowata, obrażona nastolatka stała się mądrą, dorosłą kobietą. Mogę powiedzieć, że to jak z dziećmi, nawet nie wiem, kiedy to się stało. Jestem dumna.

Pokochałam również postać jej braciszka, który nie raz i nie dwa doprowadzał mnie do uśmiechu. Jest on specyficznym dzieckiem i bardzo mądrym jak na swój wiek.


- Masz jakąś sukienkę?
-Nie.
- To po co tu sterczysz? 

Urywek z dialogu pomiędzy Ronnie, a Jonah'em. Na prawdę, jest to nietuzinkowe dziecko.

Wspomnę jeszcze o ojcu Ronnie, Steve'ie. Może wylecę daleko w przyszłość, ale pragnę takiego ojca dla moich dzieci i męża dla mnie. Napawał on mnie wielkim szacunkiem dla siebie i sympatią. Po prostu nie da się go nie lubić i wiele można się od niego nauczyć.

Jest jeszcze inna rzecz, która mnie bardzo zdumiewa. Ksiązki Sparksa mają w sobie spokojny nurt, którym płyną. Podczas czytania miałam wrażenie, że wszystko dzieje się tak spokojnie, naturalnie następuje jedno po drugim. Nie ma niewyobrażalnych postaci, nagłych zwrotów akcji, krwi, zagadek, czy pradawnych tajemnic do rozwiązania, a jednak od utworu nie można się oderwać. Chociaż, tak na prawdę, jest to życie zwykłej nastolatki. Gdyby jakiś inny autor próbował powtórzyć ten charakter pisania zapewne wyszłaby mu nudna opowiastka. Jestem pod ogromnym wrażeniem. To się nazywa talent!

I jakbym chciała nie znajdę tu żadnego niedopatrzenia, lub rzeczy, która mi nie odpowiada.



Pieska ocena: 10/10



niedziela, 1 lipca 2018

Kirke - Madeline Miller



Tytuł: Kirke

Autor: Madeline Miller

Liczba stron: 416

Cena: 30 zł



Książkę pod tytułem "Kirke" widywałam ostatnio bardzo często, może to dlatego, że jest nowością wydaną przez wydawnictwo Albatros. Niemniej jednak, kiedy obserwowałam ją na półkach w sklepie nie byłam w ogóle zainteresowana. Spytacie dlaczego? A no już tłumaczę.

Oczywiście pierwszą rzeczą, która mnie przyciąga do danej książki jest okładka. No niestety, ale jestem wzrokowcem. Patrząc na rewers tejże lektury miałam nieodparte wrażenie, iż opowiada ona o kulturze indyjskiej. A nie oszukując was i siebie, nie interesują mnie takie opowiastki. Więc jak ona do mnie trafiła? Dlaczego po nią sięgnęłam, skoro myślałam, że jest o tym, a nie o innym? Ponieważ natknęłam się na jej recenzję na blogu pewnej dziewczyny. Przeczytałam, bo czemu nie, i kompletnie się nie spodziewałam, że jest ona oparta na mitologii! A skoro do świata napisanego przez autora wkracza mitologia i inne fantastyczne elementy, to ja to pragnę przeczytać! I w ten oto sposób "Kirke" autorstwa Madeline Miller zawitała w mojej biblioteczce.

Pierwsze rozdziały opowiadające o dziejach bogini Kirke napawały mnie współczuciem. Rysowały przede mną okrutny świat bogów, którego nawet w najmniejszym stopniu nie wyobrażałam sobie w owy sposób. 

Autorka także, jak na mój gust, świetnie potrafiła ukazać bogów w ich istocie, blask jaki roztaczali wokół siebie oraz okrutny charakter. Zachwycałam się ich pięknem, wyobrażając sobie światło spływające z postaci Heliosa, boga słońca, niczym wodospad. Widziałam piękne, mądre, brązowe oczy Prometeusza, które wciągały, kiedy tylko się w nie wpatrzyło. Czytając kartka po kartce coraz bardziej zagłębiałam się w przedstawiony świat, a także postacie. 

Przyznam się z ręką na sercu, że nie znam się na mitologii i wielu mitów nie kojarzę. Powiecie mi hasło Dedal i Ikar, a ja będę kiwać głową, zastanawiając się kto to był. Dlatego miałam lekkie obawy, czy aby nie pogubię się w przedstawionej historii. Jednak każdy mit opisano w bardzo zrozumiały sposób, więc nawet jeśli o nim nie słyszeliście, to nie musicie się obawiać.

Śledząc losy Kirke myślałam: "Ona dokona czegoś wielkiego! Cicha woda brzegi rwie!".

Jednak, dla mnie, książka okazała się jedną, wielką poczekalnią niczym w przychodni lekarskiej - w trakcie można zaobserwować różne działania, może i ciekawe, jednak, kiedy dobiegnie koniec wstajesz i po prostu zamykasz za sobą drzwi. Nie ma wstrząsającego zakończenia. Nie wracasz do tego więcej, nie wspominasz. Książka nie zawróciła mi w głowie, nie przebierałam nogami czekając na następny krok. 

Owszem, plusem jest to, że czytało się ją lekko i przyjemnie, chociaż niektóre zwroty i wyrażenia mogły sprawić trochę trudności.

Podsumowując książka pod tytułem "Kirke" jest pięknie wydanym egzemplarzem, który został napisany przystępnym piórem. Nosi w sobie wiele ciekawych mitów i łączy je w jedną, ciągnącą się całość. Jednak lektura ta nie wywarła na mnie szczególnego wrażenia. Odkładając ją nie miałam żadnego odczucia, co do tej pozycji. Kupiłam, przeczytałam, odłożyłam - tak wygląda geneza. Losy Kirke były ciekawe, ale nie posiadały efektu "łał".





Pieska ocena: 5/10



Chłopak z innej bajki - Kasie West

Tytuł:Chłopak z innej bajki Autor: Kasie West Liczba stron: 352 Cena: 25 zł Caymen ma 17 lat, po szkole pracuje w należącym do j...