Tytuł: Kirke
Autor: Madeline Miller
Liczba stron: 416
Cena: 30 zł
Książkę pod tytułem "Kirke" widywałam ostatnio bardzo często, może to dlatego, że jest nowością wydaną przez wydawnictwo Albatros. Niemniej jednak, kiedy obserwowałam ją na półkach w sklepie nie byłam w ogóle zainteresowana. Spytacie dlaczego? A no już tłumaczę.
Oczywiście pierwszą rzeczą, która mnie przyciąga do danej książki jest okładka. No niestety, ale jestem wzrokowcem. Patrząc na rewers tejże lektury miałam nieodparte wrażenie, iż opowiada ona o kulturze indyjskiej. A nie oszukując was i siebie, nie interesują mnie takie opowiastki. Więc jak ona do mnie trafiła? Dlaczego po nią sięgnęłam, skoro myślałam, że jest o tym, a nie o innym? Ponieważ natknęłam się na jej recenzję na blogu pewnej dziewczyny. Przeczytałam, bo czemu nie, i kompletnie się nie spodziewałam, że jest ona oparta na mitologii! A skoro do świata napisanego przez autora wkracza mitologia i inne fantastyczne elementy, to ja to pragnę przeczytać! I w ten oto sposób "Kirke" autorstwa Madeline Miller zawitała w mojej biblioteczce.
Pierwsze rozdziały opowiadające o dziejach bogini Kirke napawały mnie współczuciem. Rysowały przede mną okrutny świat bogów, którego nawet w najmniejszym stopniu nie wyobrażałam sobie w owy sposób.
Autorka także, jak na mój gust, świetnie potrafiła ukazać bogów w ich istocie, blask jaki roztaczali wokół siebie oraz okrutny charakter. Zachwycałam się ich pięknem, wyobrażając sobie światło spływające z postaci Heliosa, boga słońca, niczym wodospad. Widziałam piękne, mądre, brązowe oczy Prometeusza, które wciągały, kiedy tylko się w nie wpatrzyło. Czytając kartka po kartce coraz bardziej zagłębiałam się w przedstawiony świat, a także postacie.
Przyznam się z ręką na sercu, że nie znam się na mitologii i wielu mitów nie kojarzę. Powiecie mi hasło Dedal i Ikar, a ja będę kiwać głową, zastanawiając się kto to był. Dlatego miałam lekkie obawy, czy aby nie pogubię się w przedstawionej historii. Jednak każdy mit opisano w bardzo zrozumiały sposób, więc nawet jeśli o nim nie słyszeliście, to nie musicie się obawiać.
Śledząc losy Kirke myślałam: "Ona dokona czegoś wielkiego! Cicha woda brzegi rwie!".
Jednak, dla mnie, książka okazała się jedną, wielką poczekalnią niczym w przychodni lekarskiej - w trakcie można zaobserwować różne działania, może i ciekawe, jednak, kiedy dobiegnie koniec wstajesz i po prostu zamykasz za sobą drzwi. Nie ma wstrząsającego zakończenia. Nie wracasz do tego więcej, nie wspominasz. Książka nie zawróciła mi w głowie, nie przebierałam nogami czekając na następny krok.
Owszem, plusem jest to, że czytało się ją lekko i przyjemnie, chociaż niektóre zwroty i wyrażenia mogły sprawić trochę trudności.
Podsumowując książka pod tytułem "Kirke" jest pięknie wydanym egzemplarzem, który został napisany przystępnym piórem. Nosi w sobie wiele ciekawych mitów i łączy je w jedną, ciągnącą się całość. Jednak lektura ta nie wywarła na mnie szczególnego wrażenia. Odkładając ją nie miałam żadnego odczucia, co do tej pozycji. Kupiłam, przeczytałam, odłożyłam - tak wygląda geneza. Losy Kirke były ciekawe, ale nie posiadały efektu "łał".
Pieska ocena: 5/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz